Ludzie są jacy są, jedni denerwują bardziej, drudzy mniej, ale generalnie denerwują. Zwłaszcza mnie i zwłaszcza na szosie. Był już tutaj kiedyś tekst o typach rowerzystów, którzy mnie wkurzają. Dziś z kolei poczytacie sobie o tym, jakie sytuacje doprowadzają mnie do przekleństw.

Niby relaks, niby fajne przeżycia, endorfiny i tym podobne… Niby to odstresowanie po ciężkim dniu, ale przyznajcie – komu z Was nie zdarza się czasami podczas rowerowych wycieczek porzucać mięsem i generalnie się zirytować? Wątpię, że są wśród Was tacy, którym się to nie zdarza 😀 Oto lista sytuacji, które potrafią wyprowadzić JANUSZA z równowagi.

1. Jazda na szosie to jazda na szosie

Jadę sobie ostatnio piękną, wspaniałą, najlepszą w powiecie drogą dla rowerów, asfaltowa, równa, bez dziur… No sama przyjemność, oby więcej takich rowerówek. Wiadomo – jechałem rekreacyjnie i naglę patrzę! Jedzie! Czy to Kwiato?! Majka?! A może inny Van Avermaet? Nieee, to typowy szosowy PRO kolarz, dla którego szosa to szosa – mija mnie z lewej strony ulicą, bo po co być fajnym, kulturalnym i nie wkurzającym kierowców. To pierwsza sytuacja, która mnie denerwuje. A dlaczego? Dlatego, że później normalnych rowerzystów chcą z drogi spychać przez takich unfriendly kolarzy.

2. Rower TRZA WYPRZEDZIĆ

Księga ulicy mówi jasno: “kto samochodem za rowerem za długo jedzie, ten na pewno do celu nigdy nie dojedzie”. Z takiego założenia wychodzi 98,9 % kierowców jeżdżących po polskich drogach. ROWER? KUUUUUUHWA A PO CO ON TU JEDZIE, KUUUUUUHWA MUSZĘ ZWALNIAĆ…

Taa, żeby jeszcze taki Marian z Januszem zwolnili. Z naprzeciwka jadą samochody, ale to nie jest przeszkoda. Marian mówi – A ZMIESZCZĘ SIĘ! I się mieści, wyprzedzając mnie w odległości 29 centymetrów niemal spychając do rowu. W takich sytuacjach mocno przeklinam, ale nie będę tego przytaczał, bo to nie przystoi kulturalnemu i zawsze uśmiechniętemu blogerowi rowerowemu. 😉 I gra gitara, kiedyś przez taką Helgę złapałem kapcia i pogiąłem koło 😉

3. Po co mi mózg?

Jadę sobie ostatnio drogą dla ROWERÓW, taką podzieloną, wiecie – z jednej strony chodnik, z drugiej droga dla rowerów. To była już końcówka mojej jazdy, więc jechałem sobie 10-15 km/h już taki mały rozjazd do domu… Widzę na horyzoncie BABCIĘ Z PIESKIEM. Myślę: dobra, omijam jadę dalej… Ale nieeeeeee, jestem tak z 100 metrów od tejże pary i nagle babcia jest na jednej stronie ciągu rowerowo-pieszego, a piesek na drugiej. A POMIĘDZY NIMI SMYCZ. NO KU*WA… Naprawdę nic tylko wjechać, przelecieć przez kierownicę i żyć z emerytury tej babci. A jak zwróciłem uwagę, to jeszcze usłyszałem typowe “spieprzaj, gowniarzu“. Lubię, szanuję, kocham.

4. Nie tylko ludzie, wiatr też

To jest niesamowite jak jesień potrafi uprzykrzyć życie. Wychodzisz na dwór – pizga. Wchodzisz do domu – pizga. Siedzisz w pracy – pizga. Ale apogeum pizgania zaczyna się dopiero wtedy, jak wsiadasz na rower. Znacie taki wierszyk?

Jedzie Janusz na rowerze, wiatr mu w twarz zawiewa,
myśli sobie – wrócę z wiatrem, więc mi to powiewa.
I zawraca ucieszony, a wiatr znowu w twarz mu wieje #humorspier*olony” 

I tak za każdym razem, zawsze. No dobra, może zdarzyło mi się z osiem razy w życiu jechać dwie strony z wiatrem, ale zazwyczaj jest to tak jak w wierszyku. Taki trochę nie family friendly content mi w tym tekście wychodzi, no ale lajf is brutal i full of zasadzkas. Wietrze – bądź dla nas łaskaw! Będziemy jeździć w kaskach i po drogach dla rowerów, obiecuję.

Miało być PIĘĆRZECZYKTÓREDENERWUJĄMNIEPODCZASJAZDYNAROWERZE, ale będą tylko cztery. Widzicie, nie jestem aż taki nerwowy. Czasami sobie rzucę jakąś K albo jakimś CH, albo nawet jakimś SPIE, ale generalnie to lubię rower bardzo. I się odstresowuję… I w ogóle to jest super i trzeba jeździć na rowerzu!

Bo można na przykład spotkać takie super widoki:

Pozdroooooooooooower!

WAŻNE LINKI:

Akcja Charytatywna:

https://www.siepomaga.pl/rowerdlapawla

Facebook:
http://www.facebook.com/januszkolarstwa

 

Kategorie: Na luzie

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *