Ostatnio w Polsce jest ciepło, a jak jest ciepło to można się ostro zdziwić. Czym? Ano niespodziewaną bombą, która może skutecznie przeszkodzić nam w jeździe. Można jej jednak uniknąć stosując się do pewnych rad, które Janusz w swoim stylu Wam przytoczy. Zatem… Co to jest bomba i jak jej uniknąć? Zapraszam do lekturki!

Gdyby nie moje doświadczenie w zwalczaniu bomb (jestem jak jakiś saper) to ten tekst nie mógłby powstać. Przez mój nieco ponad rok na szosie przeżyłem już chyba każdy typ rowerowej petardy, która zabija chęć do życia. Ja przeżyłem, a Wam pokażę jak trzeba żyć, żeby tego nie doświadczyć!

Co to jest bomba?

Tutaj oczywiście przyjąłem nomenklaturę z nieco mniej sportowej części życia każdego z nas. Bomba w języku alkoholowym to oczywiście stan ostateczny. Stan w którym odlatujemy i nas nie ma, coś w tym stylu. Po prostu lepiej wtedy już przestać… Tak samo mamy w przypadku kolarstwa/jazdy na rowerze – zwał jak zwał. Czasami zdarza się coś takiego, że lepiej sobie odpuścić, albo jakoś to zwalczyć, bo może zrobić się niebezpiecznie.

Objawy bomby są zazwyczaj takie same – zaczyna się pierdo kręcić w głowie, noga nie podaje i w ogóle to czujesz się tak, że chciałbyś ten rower tak podnieść i zrzucić w przepaść. Dopuszczenie do tego stanu jest jednym z większych kolarskich błędów, ale kto w swoim życiu nie miał: “JA NIE DAM RADY? POTRZYMAJ MI PIWO”, a później tego bardzo żałował? Szanujmy się, każdy tak miał. Często do zwalczenia takiej rowerowej masakry wystarczy odpoczynek, trochę cukru czy tam jedzenia i będzie git.


Jakie są rodzaje bomby?
– szybkościowa, czyli Cię poniosło z tempem i nagle brakło tlenu – odcięło prąd,
-przewyższeniowa, czyli wybrałeś się w góry i 130 z kolei podjazd Cię zabił i w jego połowie odcięło Ci prąd,
-głodowa, czyli wybrałeś się na rower bez śniadania, a do tego nie żarłeś nic podczas jazdy i nagle odcięło Ci prąd,
-odwodnieniowa, czyli nie zadbałeś o odpowiednie nawodnienie i się odwodniłeś. Odcięło Ci prąd definitywnie,
-dystansowa, czyli jedziesz ponad stan, bo nie słuchałeś Kękę, który wyraźnie śpiewa: NIGDY PONAD STAN! No i odcięło Ci prąd.

Powiedzmy, że niechcący dopuściłeś do odcinki prądu, a masz jeszcze kawałek do domu. Co z tym zrobić? To zależy jak bardzo się zniszczyłeś.

Jak zapobiec bombie?

Zapobieganie bombie można zacząć już na etapie planowania trasy lub treningu. Jak sobie wymyślasz trasę, to przede wszystkim najpierw stwierdź czy dasz radę to przejechać, a później dopiero w jakim tempie. Dlaczego tak? Dlatego, że zaplanujesz sobie powiedzmy tempo 25 km/h na 150 kilometrach, a okaże się, że jesteś w stanie przejechać jedynie 100 kilometrów w jakimkolwiek tempie i zaczyna się problem. Spójrz też zawsze na przewyższenia, nie każdy czerpie masochistyczną przyjemność (tak jak ja) z pokonywania długich podjazdów i nie każdy cieszy się (tak jak ja) z tego jak licznik pokazuje mu 17% nachylenia. Trzeba być do tego specyficznym. Albo głupim (tak jak ja). Oceń czy jesteś w stanie lajtowo pokonać każdy podjazd itd. wiem, że to przerost formy nad treścią, ale czasami może Ci to życie uratować. Mówię tutaj oczywiście o takich dłuższych albo mocniejszych wyjazdach.

Trzeba też zeżreć dobre śniadanie/obiad/kolację – zależy o której sobie wyjeżdżasz. Taka bomba kaloryczna przed rowerem pozwoli przejechać więcej kilometrów bez zgonu i ogólnie warto jeść. Wiecie, jedzenie to paliwo. Nie tylko piwo.

Mega, ale to mega ważna jest też pogoda. Odradzam raczej wyjeżdżanie na 150 kilometrów przy temperaturze 79 stopni Celsjusza w cieniu, bo to może zabić i tyle. Trzeba mieć wtedy nakrycie głowy, ale to na rowerze powinno być oczywiste – KAAAASK. No, ale jak jesteś mądrzejszy od kaskowego lobby i jeździsz bez to chociaż se czapkę na ten łeb wrzuć. To raczej pomoże, ale najważniejsze to używać mózgu podczas planowania trasy.


Używajcie też mózgu podczas jazdy i nie udawajcie, że jesteście super mocni jak wcale nie jesteście. Ja na przykład mam tak, że jak czuję, że nie będę w stanie czegoś podjechać lub przejechać jakichś tam kilometrów to sobie odpuszczam i nie pajacuje. Na przykład jak smigałem swoje pierwsze 200 kilometrów na rowerze to w każdym momencie tej trasy czułem, że po prostu jestem w stanie to zrobić. Totalnie cały dzień czułem się rowerowo idealnie, dzięki czemu to pokonałem. Miałem oczywiście alternatywę powrotu pociągiem, ale nie było takiej potrzeby. Zawsze mierzcie swoje siły i nie pajacujcie.

Jak wygrać z bombą?

Zawsze jak jedziesz na jakiś dłuższy wypad czy tam mocniejszy trening to powinieneś mieć ze sobą zestaw małego bombiarza, albo chociaż kaskę na jego zakup. Ja zawsze coś takiego mam, chociaż biorąc pod uwagę moją bardzo ciemną karnację (wygląd Abdula z Kairu) i obecne czasy to zestaw małego bombiarza nie brzmi najlepiej. W moim przypadku nazwę to: Antyzgona (ewidentnie nazwa skradziona od J. Piątkiewicza z dobrerowery.pl).

Moja taktyka jest jasna: jeżeli jadę w góry, gdzie w zasadzie przez trzy albo cztery przełęcze będę musiał się przebić bez obecności jakiegoś sklepu to biorę sobie taką rezerwę do kieszeni na plecach. Co się na nią składa? Malutka puszka coli i jakieś batony albo banany. Często w górach mam takie momenty, że pojawia się mała odcinka prądu, ale teraz to już są na szczęście chwilowe kryzysy, które można przetrwać po prostu zrzucając bieg i jadąc o wiele wolniej. To też polecam, jeżeli czujesz, że trochę słabniesz to zrzuć bieg, zwiększ kadencję i pojedź kilometr-dwa na pełnym luzie, taka regeneracja podczas jazdy to chyba najlepsza antyzgona z możliwych.

A co jeśli się zapomnisz, przyciśniesz i po kilku kilometrach na pełnej kur… motylej nodze zrobi Ci się słabo, a Twój kąt wzroku zmniejszy się na tyle, że będziesz widział jedynie kierownicę swojego roweru i w sumie nic więcej? Wtedy złapała Cię BOMBA, a Ty musisz zostać saperem. Masz tylko dwie opcje – przetniesz dobry kabelek i ją rozbroisz, albo przetniesz zły i to po prostu pierdo***e tak, że do domu będziesz wracał na nogach, autobusem, karetką albo karawaną. Tutaj jest jednak trochę łatwiej niż w przypadku takiej klasycznej bomby. Tutaj od początku jest znane rozwiązanie problemu, jedyny słuszny sposób na przecięcie odpowiedniego kabelka to zatrzymanie się, uzupełnienie wody, cukru i jedzenia. To powinno pomóc zawsze, zrób sobie nawet 30 minut postoju (ja często robię, żeby nie umrzeć), zjedz coś, zwyczajnie odpocznij. No chyba, że jesteś profi rajderem, ale to dla Ciebie wtedy już nie ma ratunku – jedź w trupa, nie obchodzi mnie to xD

Czasami też po prostu wybieramy się na rower jak jest za gorąco, a jak już wspominałem na początku tekstu – to może zabić. Jak czujesz, że kręci Ci się w bani, osłabia Cię to powinieneś jak najszybciej schować się w cieniu. Z tym nie ma żartów, bo jak dostaniesz udaru to na pewno do domu nie wrócisz o własnych siłach.

Powtórzę to jeszcze raz – najważniejszy, zwłaszcza na dłuższych wypadach jest brak cwaniakowania. Nie udawaj, że jesteś zwycięzcą jak po prostu nie masz dnia.

I to byłoby na tyle moi kochani bombiarze. Zapraszam Was na FEJSBUCZKA JANUSZA, KTÓRY JEST NAJCUDOWNIEJSZYM KOLARSKIM MIEJSCEM W SIECI. I SIĘ NAWET Z TYM NIE KŁÓĆ, OK?

Jugowska, Sokola i Walimska. To hasła na dziś 🔥 Trzy sowiogórskie przełęcze, czyli dojechanie nóżki 😁 Dzisiaj to…

Opublikowany przez Janusz Kolarstwa Czwartek, 27 czerwca 2019