Dzień dobry dzieciaczki. Jako, że dwa razy w życiu przejechałem ponad 200 kilometrów w górskich warunkach to nadaję sobie tytuł eksperta i niepodważalnego lidera w tej branży i postanowiłem poprowadzić Was przez ten trudny, ciężki i mozolny proces debilizmu rowerowego. No bo jak inaczej nazwać czynność, która zajmie Wam z 10 godzin, wypruje Was do granic możliwości i zniechęci do roweru, który jest (podobno) Waszą pasją na kolejne kilka dni? No debilizm.

A tak poważnie to zapraszam Was na parę porad Janusza na temat takiej gruuubszej jazdy w górach. Coś o tym wiem. Tytuł jest oczywiście clickbaitowy, nie chodzi stricte o 200 kilometrów, a ogólnie o dłuższe jazdy po górach. Dobra, bo wstęp będzie dłuższy niż cały tekst. Zapraszam do lekturki. Jak przejechać 200 kilometrów po górach?

Jak przejechać 200 kilometrów po górach?

Z doświadczenia wiem, że takie trasy najlepiej pokonywać samochodem. Jest kilka zalet takiego rozwiązania:

-nie męczysz się aż tak bardzo,
-masz wyższą średnią prędkość, co jak wiemy na rowerze jest NAJWAŻNIEJSZE
-raczej nie złapie Cię kryzys, no chyba że męczy Cię Twój samochód
-jesteś w stanie pobić każdy segment na Stravie
-jak spotkasz Kwiatkowskiego na trasie to objedziesz typa bez problemu
-nie zużywasz napędu w rowerze
-możesz zabrać ze sobą całą rodzinkę i żona nie zrobi Ci jazdy na chacie, że znikasz na 14h na rower

 

Generalnie jak widzisz takie trasy dobrze jest pokonywać samochodem i to rozwiązanie ma bardzo dużo plusów, jeśli jednak Cię nie przekonałem i nadal chcesz pokonać tę trasę samochodem to czytaj dalej – ja na przykład muszę to wszystko robić rowerem, bo nie mam samochodu i prawa jazdy :/  No i umówmy się – jak się porywasz na takie jazdy to musisz już coś tam umieć jeździć, nawet po płaskim – ale musisz.’

1. Nastawienie

Jeżeli nie jesteś przyzwyczajony do jazdy po górach to najprawdopodobniej dojedzie Cię bomba, kryzys, niechęć i ogólny dramat życiowy podczas takiej jazdy, ale można to przezwyciężyć. W większości problemem jest mental (nie mylić z menelem), więc odpowiednie nastawienie już przed samą jazdą da Ci baardzo mocnego kopa – ustal ze swoją zajebiście silną psychiką, że to ZROBISZ i to zrobisz. Najwyżej po drodze kilka razy umrzesz, ale zrobisz. Po prostu nastaw się w tym dniu na GÓRY.

2. Plan

Poza nastawieniem ważny też jest plan. Na takie jazdy nie warto jeździć w ciemno, bo coś może pójść nie tak i będzie lipton… Oczywiście nie musisz planować każdego zakrętu, pauzy i nie wiadomo czego jeszcze, ale zrób sobie taki zarys albo cel swojej wyprawyyy. Ja na przykład jak jeżdżę w Góry Sowie to mniej więcej sobie ustalam jakie podjazdy i przełęcze pokonam albo ile przewyższeń chcę uzyskać – dzięki temu nie tracę siły i czasu na poszukiwanie tras czy podjazdów. Jak jechałem w Karkonosze to też wiedziałem gdzie i po co – na Modre Sedlo 😀 Aaaa, byłbym zapomniał. Zorientuj się gdzie będziesz miał najcięższe podjazdy i ścianki, żeby zdziwienia później nie było.

Po prostu zrób sobie zarys trasy, możesz się nawet pokusić o małe zaplanowanie pauz, ale to raczej nie zda egzaminu. Jak jesteś w nowym miejscu to nie wiesz czy akurat za rogiem nie podają zajebistego piwa BEZALKOHOLOWEGO, które po prostu musisz wypić :/

Sprawdzaj też dokładnie pogodę, nie polecam wpierdzielenia się w burzę będąc w górach między drzewami. Już to przeżyłem, nie chcę więcej 😀

3. Wyposażenie

Co warto zabrać ze sobą na takiego górskiego tripa? Powiem Ci tak – w XXI wieku nie warto opakowywać się na jednodniową jazdę jak cygański sprzedawca dywanów, ale warto mieć jakiś wentyl bezpieczeństwa w razie, jakby sklepy były zamknięte czy coś.

No to tak, ja zawsze zabieram ze sobą:

KASK. JAK NA ROWEROWE WYCIECZKI (NIE PO BUŁKI DO SKLEPU) NIE ZAKŁADASZ KASKU, TO JESTEŚ BEZMÓZGIEM I NIE ZAMIERZAM Z TOBĄ DYSKUTOWAĆ, ZAPRASZAM DO WYJŚCIA

-ZAPASOWĄ DĘTKĘ, ŁYŻKI I POMPKĘ, a na trasy takie powyżej 100 kilometrów to czasami nawet dwie dętki, lepiej nosić niż się prosić czy tam zapierdalać z buta,
-podstawowy multitool – mając szosę ze sztywnymi osiami MUSZĘ mieć coś takiego, bo inaczej nawet koła nie zdejmę,
-dwa bidony – jestem nauczony jeździć na dwa i na dwa jeździł będę zawsze,
-jedzenie, czyli – jakieś batony, jakieś banany… zależy od dnia i chęci,
-gotówka – nie ufam karcie w wiejskich sklepach, bo czasami jest przypał i nie można nią zapłacić, wolę gotówkę,
-telefon – no bo jak to tak bez?
-lampki, bo może się coś przedłużyć i na przykład wrócisz za cztery dni

No i ja też zazwyczaj mam jakiś aparat do robienia fotek i tak dalej, ale to już nie jest obowiązkowe wyposażenie. Mam też ze sobą misia od Grażynki 🙂 Nie warto wyposażać się jak do obrony Westerplatte, ale warto mieć ze sobą podstawowe rzeczy i jakieś jedzenie, bo czasami złapie Cię bomba na środku podjazdu i jedyne co będziesz mógł zjeść to liście z lasu.

TAK, WSZYSTKO PAKUJĘ DO TOREBKI NA KIEROWNICE, O KTÓRĄ ZNAJĄC ŻYCIE ZAPYTASZ W KOMENTARZU. TA TOREBKA TO PAKO GOODS I TAK, POLECAM JĄ.

4. Strategia

Kolarstwo to taktyka, a taktyka to mózg. Jeśli jeździsz bez kasku i mimo wszystko nadal to czytasz to możesz pominąć ten punkt, bo odpowiednia strategia wymaga użycia mózgu i myślenia, a Ty jeżdżąc bez skorupy na łbie pokazujesz, że nie są to Twoje najmocniejsze strony, więc przejdź dalej.

Powiedzmy, że zakładasz sobie pięć podjazdów, które się złożą na całe Twoje górskie wyczyny nie licząc zjazdów i płaskich odcinków – jak to zrobić, żeby się nie narobić, a jednak zarobić? To proste jak zdrapanie lakieru z mojej szosy (czyli bardzo łatwe).

Najzwyczajniej w świecie jedź pierwsze podjazdy na totalnym lajcie, bez podniecania się ile to Ty mocy dzisiaj nie masz, bo się zdziwisz jak rolnik z negatywną odpowiedzią na wniosek o dotację i tyle będzie z Twojej spektakularnej jazdy. Góry niestety nie wybaczają i jeżeli w pewnym momencie pojedziesz ponad stan to bądź pewien, że one sobie to odbiorą i dwuprocentowy podjazd będziesz podjeżdżał jak Mont Ventoux. Jedź każdy podjazd poniżej swoich możliwości, a bądź pewny, że dojedziesz do mety. Pokaż jaki to z Ciebie nie jest kozak, a skończysz w połowie i poprosisz ładnie o litość. Oczywiście rozmawiamy tutaj CAŁY CZAS o ludziach, którzy nie zapierdzielają po górach ze średnią 30 km/h, tylko o ludziach do których pisany jest ten blog – takich jak ja 😀

Odradzam strzelanie i mocne podjeżdżanie, jeżeli w planie masz dłuższą jazdę. Myśl jak maratończyk, a piwo na końcu będzie smakowało sukcesem, a nie śmiercią.

5. Luuuuz

Wrzuć na luz i nie napinaj się jak baranie jaja – po prostu baw się rowerem, a taka trasa będzie dla Ciebie istną przyjemnością i miodem na Twe rowerowe serduszko. Po przeczytaniu takiego tekstu jak przejechać 200 kilometrów rowerem to już i tak będziesz ekspertem.

6. By niejadek zjadł obiadek

A tak serio, to musisz koniecznie jeść i dużo, dużo, dużo pić na rowerku w górkach, bo jeżeli doprowadzisz do głodu albo odczuwalnego pragnienia to DYNTKA. Ciężko to uzupełnić podczas jazdy. Co jakiś czas wciągaj jakiegoś batona czy coś, możesz nawet pokusić się o jakiś lekki obiad na trasie, bo w końcu wychodzisz na CAŁY dzień. Nie zapominaj też o pit stopach na piwo bezalkoholowe, morale też są ważne 😀

W zasadzie… W zasadzie to tyle z moich porad odnośnie takiej grubej jazdy w górach. Reszta już należy do Ciebie i Twoich NÓG.

Pozdro!

Jak przejechać 100 kilometrów rowerem?

Bloga wspiera sklep rowerowy Rowertour.com

Mam nadzieję, że już wiesz jak przejechać 200 kilometrów rowerem w górach.

Zapraszam na Facebooka Janusza Kolarstwa:

Tak się dzieje gdy:-jeździsz bez kasku-wydajesz wszystkie pieniądze na rower 😂-nie pokazujesz tutaj swoich…

Opublikowany przez Janusz Kolarstwa Niedziela, 6 września 2020