Jazda w kasku na rowerze… Czy to w ogóle ma sens? Wśród rowerzystów znajdziemy zarówno zwolenników jak i zagorzałych przeciwników jazdy w kasku, bo przecież jak wjedize we mnie TIR to kask mi nie pomoże. My, Janusze i Grażynki Kolarstwa należymy zdecydowanie do tych pierwszych, czego dowodem jest akcja #kupsekask na Facebooku. Przyszła pora na drugi tekst promujący jazdę na rowerze w kasku, tym razem udało mi się “pozyskać” wypowiedź największego blogera rowerowego w Polsce.

Na początek oczywiście Wy! Dołączyliście do akcji #kupsekask wysyłając piękne zdjęcia w kaskach, dzięki czemu staliście się najlepsi na świecie! 😀

Przed czym ochroni mnie kask?

Na to pytanie nie ma jednej, konkretnej odpowiedzi. Oczywiście można to wszystko uogólnić i napisać, że kask ochroni naszą głowę przed uszkodzeniem, ale myślę że warto opisać w jakiej sytuacji ta nasza łepetyna może być zagrożona. W tym temacie pomógł mi Łukasz Przechodzeń, właściciel największego bloga rowerowego w Polsce – “Rowerowe Porady“, który na własnej skórze przekonał się z czym może wiązać się z pozoru niegroźna kolizja na rowerze… Siadamy głęboko w fotelach i czytamy.

Poprosiłem Łukasza o to, żeby opowiedział nam o tym czym skończyła się dla niego jedna z przejażdżek na rowerze bez kasku.

Łukasz Przechodzeń, “Rowerowe Porady”: Kuba/Janusz poprosił mnie, żebym napisał kilka słów w ramach akcji #kupsekask. Na początku podkreślę jedną rzecz – nie jestem za obowiązkiem jazdy w kasku na rowerze, choć sam od ponad czterech lat zawsze kask zakładam (o czym za chwilę). W tej kwestii stoję gdzieś pośrodku, za co nieraz obrywam od czytelników stojących po jednej, bądź po drugiej stronie.
Nie zniechęcam do jazdy w kasku, bo argumenty tej grupy mnie nie przekonują. Brzmią bardzo poważnie, ale łatwo je obalić:

Większość urazów doznawana przez rowerzystów nie dotyczy głowy – odruchowo bronimy się rękami i nogami przed spotkaniem z ziemią. Tylko, że to wcale nie daje gwarancji, że głowa w nią nie uderzy, a to jej uszkodzenie może powodować najgorsze skutki.

Gdy jedziemy w kasku, czujemy się bezpieczniej, więc „pozwalamy sobie na więcej” – jeżeli ktoś tak uważa, to faktycznie żaden kask mu nie pomoże. Wypadek można mieć nawet jadąc bardzo spokojnie i przepisowo.

Pewien brytyjski naukowiec sprawdził, że kierowcy wyprzedzając rowerzystę w kasku, robili to bliżej, niż gdy rowerzysta tego kasku nie miał – badanie należałoby przeprowadzić na dużo większej grupie uczestników ruchu i w dłuższym czasie. Natomiast nie wydaje mi się, aby kierowcy analizowali, czy ktoś ma na głowie kask czy nie. Poza tym w tym badaniu, różnica wychodziła rzędu kilku centymetrów. Jak ktoś wyprzedza Cię „na gazetę”, to nie ma znaczenia, czy zrobi to w odległości 30 czy 35 centymetrów.

Kask nie chroni podczas spotkania z autem, ponieważ jest projektowany do zderzeń przy niewielkiej prędkości – czyli chodzi o tytułowy temat tego wpisu – jak wjedzie we mnie TIR, to kask i tak nie pomoże. Wszystko się zgadza, jak ciężarówka przejedzie Ci po głowie, to kask Cię nie uratuje. Tylko, że poza takimi wypadkami, zdarzają się też inne, trochę mniej spektakularne. Wystarczy wpaść w poślizg i upaść, albo zderzyć się z samochodem, który nie zatrzymał się na zielonej strzałce, przelecieć przez maskę i wylądować na asfalcie.

Jeżeli rowerzyści mają jeździć w kaskach, to może załóżmy je jeszcze pieszym, bo też mogą się przewrócić – mamy tutaj zupełnie inne prędkości, oraz poruszając się pieszo mamy większe możliwości obrony przed upadkiem. Pieszo nie poruszamy się także w ruchu ulicznym, chyba że nie ma chodnika lub pobocza, ale robiąc to prawidłowo, mamy mniejszą szansę na wypadek niż rowerzysta. Motocykliści jeżdżą w kaskach i nikt nie robi z tego problemu.

Bądźmy realistami, w Polsce w kasku jeździ może co dwudziesty rowerzysta, a nie jest tak, że masowo giniemy na ulicach

Z drugiej strony, nie twierdzę, że jeżeli nie założysz kasku, to zginiesz prędzej czy później. Bądźmy realistami, w Polsce w kasku jeździ może co dwudziesty rowerzysta, a nie jest tak, że masowo giniemy na ulicach (w 2017 zginęło 220 rowerzystów i 3824 zostało rannych). Czy gdyby wszyscy jechali w kasku, ta statystyka byłaby mniejsza? Na pewno. Ale gdyby wprowadzono obowiązek jazdy w kasku, liczba ofiar mogłaby się zmniejszyć dodatkowo z innego powodu – po prostu rowerzystów byłoby mniej.

Kiedyś zakładałem kask jedynie na dalsze trasy poza miastem. Nigdy nie jeździłem sportowo, więc nie czułem potrzeby zakładania go zawsze i wszędzie

Kiedyś zakładałem kask jedynie na dalsze trasy poza miastem. Nigdy nie jeździłem sportowo, więc nie czułem potrzeby zakładania go zawsze i wszędzie. Tyle że cztery lata temu miałem drobną, wydawać by się mogło niegroźną kolizję z kuzynem, który jechał obok mnie. Wylądowałem na asfalcie, lekko zdarłem kolano i łokieć, a cała siła uderzenia poszła w głowę. Lekarze poskładali mi kości czaszki, za co jestem im do dziś wdzięczny, a ja dwa tygodnie spędziłem w szpitalu. Potem jeszcze półtora miesiąca dochodzenia do siebie w domu i… powrót na rower 🙂 Tym razem już w zawsze założonym kasku – nie mogę dopuścić do ponownego uderzenia w to samo miejsce.

Czy mój przypadek jest argumentem za jazdą w kasku? Absolutnie nie! Ale jak pisałem na swoim blogu: „I tu dochodzę do meritum, które jest odpowiedzią na pytanie czy warto jeździć w kasku. A więc nie warto. Chyba, że zdarzy się nam wypadek. Wtedy warto mieć go na głowie. A że wypadków niestety przewidzieć się nie da, wychodzi na to, że jednak warto jeździć w kasku.”

Bardzo dziękuję Łukaszowi za obszerną wypowiedź! A Was zapraszam (jeśli jakimś cudem jeszcze tego nie zrobiliście) do zapoznania się z blogiem “Rowerowe Porady“.

Kask to również spokojniejsza głowa

Nie wiem jak Wy, ale ja, Janusz odkąd zacząłem regularnie jeździć w kasku czuję się o wiele pewniej na rowerze. Nie chodzi oczywiście o to, o czym wspomniał Łukasz, czyli nie pozwalam sobie na zabójcze prędkości i niesamowite skoki w terenie dlatego, że mam kask i on mnie przed wszystkim ochroni…

 

Chodzi mi tutaj głównie o to, że kiedy jadę na szosie to wiem że w przypadku jakiegoś niespodziewanego zdarzenia (na przykład jakiś półgłówek za kierownicą samochodu spycha mnie do rowu, na krawężnik czy inne krzaki) mam ochronę przynajmniej na głowie. Lepiej uderzyć w beton plastikiem, a dopiero później część siły przyjąć na głowę, niż samą głową. Kask to również spokój ducha. Przynajmniej u mnie.

Kolarstwo często nie wybacza

Kiedyś jeden z Was podesłał mi na Facebooku dość mocne i wstrząsające zdjęcie:

Wypadek tego rowerzysty skończył się zadrapaniami i rozcięciami na głowie, całą siłę uderzenia przyjął na siebie KASK. Jak myślicie, czym skończyłby się podobny upadek bez niego? Musicie pamiętać o tym, że jeżeli trenujecie (nawet bardzo amatorsko tak jak ja) kolarstwo, to często rozpędzacie się do dość wysokich prędkości. Ile razy zdarzyło się Wam jechać ponad 70 km/h? Ile razy zjeżdżaliście górskimi serpentynami? Ile razy mknęliście w dół na swoim ukochanym góralu po kamieniach, korzeniach i innych krzakach? Na pewno nie raz i nie dwa.

Pamiętajcie o tym, że ewentualny błąd przy takich prędkościach może zakończyć się upadkiem. Tutaj z kolei mamy dwie drogi – coś na łbie i łeb bez niczego. Kiedy na głowie masz coś, co chociaż trochę pochłonie moc uderzenia to… to to po prostu pochłonie moc uderzenia. Nie przyjmiesz wszystkiego na czaszkę, co w ogólnym rozrachunku może (nie musi!) uratować Ci życie. Kiedy w analogicznej sytuacji nie będziesz miał niczego, co pochłonie siłę uderzenia – nic nawet nie będzie miało szansy Cię uratować. Daj sobie szansę. #KUPSEKASK.

Ilu rowerzystów, tyle opinii. Ile głów, tyle wypowiedzi. Powiedzcie mi jednak, czy nie warto czasami najzwyczajniej w świecie pomyśleć o swoim bezpieczeństwie i założyć “ten głupi kask”, żeby na przykład ochronić swój cenny łeb upadając na beton przy prędkości 5 km/h? Wierzcie mi, nawet przy 5 km/h można się zabić. Z ciężarówką zderzysz się raz, z kolei delikatnie upaść możesz wiele razy.

#chrońskroń #bezpieczeństwo #kupsekask

Ważne linki:

AKCJA CHARYTATYWNA:

https://www.siepomaga.pl/rowerekdlahuberta

Facebook Janusza Kolarstwa

Janusz odpalił dziś trochę szosy 🔥🔥🔥Co prawda tylko do pracy, ale cieszyło bardzo po tygodniu detoksu 🤗🤗🤗A Wy jak tam? 🚴‍♂️🚴‍♂️PS. Jesień jest super 😍😍😍

Opublikowany przez Janusz Kolarstwa Niedziela, 14 października 2018

Dziękuję za pomoc w realizacji tekstu Łukaszowi z “Rowerowe Porady”.

www.roweroweporady.pl 

 


1 Komentarz

Łukasz Przechodzeń · 20 października 2018 o 13:15

Dodam jeszcze, choć myślę, że to oczywiste – w przypadku jakichkolwiek sportów grawitacyjnych, czy szybszego śmigania po lesie/górach/bezdrożach – kask OBOWIĄZKOWO! Pisząc o tym, że nie jestem za przymusem jazdy w kasku, chodziło mi tylko o jazdę miejską/turystyczną/bez świrowania 🙂

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *