Halo halo Warszawa! Szczecin, Malbork, Wrocław, Calpe, Poznań? Słyszymy się?! Ogłaszam wszem i wobec – zacząłem 2020! Tak. O ponad miesiąc za późno. Nieważne, ważne, że z mocnym pierr… uderzeniem mocnym. Janusze i Grażynki, herbatka, ciasteczka, pizza czy co tam jecie i CZYTANKO. Zapraszam na relację z pierwszej jazdy i zarazem pierwszej seteczki w 2020 roku! Są emocje jak na grzybach, jest śmiesznie i jest… gleba…….

Plan był jasny – w sobotę zaczynam jazdę na zewnątrz i nic mnie nie interesuje. Nawet jak będzie śnieg sypał. No może jakby śnieg sypał to wtedy nie, ale na szczęście nie sypał. Było ładnie, pięknie ciepło i przyjemnie. W pierwszym zamyśle miałem przejechać tak z 40-50 kilometrów i do bazy. Taaa, ehe.

Pierwsze 10 kilometrów…

Osobny akapit na 10 kilometrów?! Tak. Bo to była wyjątkowa dyszka. Zacząłem od jazdy po pięknej prostej… Zresztą sami zobaczcie jak pięknej:

Później jednak musiałem z tej uliczki wyjechać… ŚWIECIŁO piękne słoneczko, asfalcik był nieco mokry, ale raczej bezpieczny.

Muszę Wam powiedzieć jedno – jeśli asfalt jest czarny i bezpieczny, to może jest czarny, ale wcale nie musi być bezpieczny :DD

Wyjeżdżam z podporządkowanej, deptam w korby wielką moc, żeby ruszyć… I nagle bziuuum, frum, benc ciiki bą… I Janusz na glebie. PIERWSZY RAZ ever się wyłożyłem. Skandal.


Uspokajam Was, rowerowi nic się nie stało.

Krótka jazda…

Pogoda 8 lutego była… Dziwna. Jak wyszedłem z domu to przeszył mnie potężny ziąb, taki brrrr, ble fuj, ale jak zacząłem jechać to stało się tak jakby… Cieplutko jak pod kołderką. Fajnie! Rozpocząłem od gleby, ale później już było git. Pierwszy przystanek – Sobótka. Droga do niej nadal tak samo bajeczna jak przed nowym rokiem. Piękne asfalty i te widoczki… Zrobiłem im już siedemset czterdzieści pięć zdjęć, ale nadal cieszą mnie i zresztą Was też tak samo! Jest pięknie. Jadę dość wolno, bo boję się, że znowu polecę… Serio, przez kilkanaście kilometrów nie przekraczałem 30 km/h, bo się bałem ukrytego lodu 😀

W zasadzie dojazd do Sobótki i powrót to miała być cała trasa. Mhm 😀 Stwierdziłem, że pojadę jeszcze dalej, a w ogóle to zrobię setkę, A CO! Kierunek —-> Mietków. Tak, to święte miejsce, w którym pijemy browarka grupowo albo z Grażynką w lato. Nie jechałem jednak nad Zalew Mietkowski, ale… dalej! Miałem w Mietkowie jakieś 40 kilometrów, stwierdziłem, że pojadę dalej i dokręcę do 50 w jedną stronę.


Chciałem, żeby było płasko, więc pojechałem do Kątów Wrocławskich. Taka rundka do autostrady. Poszło gładko i swobodnie, dodam, że nawet szybko. Wiecie dlaczego, prawda? 😀 😀 Tak. Było totalnie z wiatrem…

Powrót szykował się kiepski. Od Kątów Wrocławskich do Mietkowa było jeszcze tak w miarę znośnie, jechało mi się dużo wolniej, ale przyjemniej. Połowa dystansu – 5o kilometrów i mam jeszcze trochę mocy. Zaiwaniam dalej. Po drodze zjadłem kabanoski i kilka ciastek domowej roboty. Dobre były! Z marmoladką. Po 60 kilometrach jednak stało się najgorsze. Wjechała BOMBA, która mówiła – DLACZEGO TAKI DYSTANS?! Musiałem się zatrzymać, musiałem po prostu odpocząć. Kilkanaście minut przerwy i lecimy dalej. Droga podobna jak wcześniej tylko w drugą stronę i… pod górkę. O ile dojazd do Sobótki jest piękny i prawie cały czas z górki tak powrót jest na odwrót.

Mając na uwadze, że to jednak była pierwsza jazda w 2020 szło wybornie. Tylko jedna taka sroga bomba, a tak to gitarka grała niczym disco-polo Zenka Martyniuka na potańcówce w remizie wiejskiej. No i jeszcze jeden szkopuł… Wykończone zębatki w korbie. 12 000 kilometrów po górach i różnych takich to dla Clarisa (co oczywiste) za dużo. Zaczął przeskakiwać łańcuch, a najgorsze, że robił to na moim ulubionym przełożeniu ;( Wkur… mnie to mocno, ale musiałem jakoś dać radę. Po jeździe niemal od razu znalazłem i zamówiłem nowe zębatki 😀

Podczas powrotu nie chciało mi się już robić zdjęć, byłem bez kitu zmęczony. Wiedziałem jednak, że muszę mieć 100! 😀 To był mój rowerowy nowy rok, a jaki nowy rok – taki cały rok. Było pięknie. Po całej jeździe byłem z siebie dumny, a jednocześnie świadomy, że pierwsze 100 musiałem po prostu przeżyć.

Wyszło git!

W ogóle robiłem fotki nowym sprzęciorem – jak wyszły? 😀 Dajcie znać! Wpadnijcie na Facebooka Janusza:

Stówka, stówenia STÓWECZKA! 😍 Pierwsza jazda na szosie w roku i od razu.. Taka! 😁 Piękne 100 KILOMETRÓW, był pot, łzy,…

Opublikowany przez Janusz Kolarstwa Sobota, 8 lutego 2020