No siema Janusze, siema Grażynki. Wczoraj na Facebooka wjechała moja jazda, czyli górska setka z 2 kilometrami przewyższeń. Stwierdziłem, że napiszę Wam coś o tej trasie, bo taka całkiem całkiem była. Kilka przełęczy, kilkunastoprocentowe ścianki i faaaaaajne widoczki. Zapraszam do lekturki, może ktoś się zainspiruje i zrobi taką masochistyczną trasę 😀

Na wstępie muszę wspomnieć, że pogoda była taka… Taka trochę słaba jak na prawie czerwiec. Może 12 stopni, do tego okrutny wiatr… Na zjazdach bywało mocno nieprzyjemnie, ale najważniejsze, że nie padało.

Góry Sowie są super

Pierwszą “przeszkodą” do pokonania była Przełęcz Jugowska od Pieszyc, czyli jakieś 12 kilometrów baardzo fajnego podjazdu. Zresztą – opisywałem go już wam tutaj: Przewodnik po Górach Sowich: Przełęcz Jugowska.

Zaczynamy od Kamionek, gdzie maksymalne nachylenie sięga 8-9%, później mamy już takie 5-6 aż do samego szczytu. Ogólnie na samym tym podjeździe robi się 500m przewyższeń. Uwielbiam ten podjazd, podjeżdżałem go już na bank około 100 razy, a nadal mi się nie nudzi. Chyba dlatego, że to najdłuższy podjazd Gór Sowich, a asfalt przez 90% drogi jest wspaniały. Do tego momentami przebijają się też jakieś fajne widoczki.

PRZERWA NA REKLAMĘ

No hej dzień dobry. Co Ty taki zaspany/a? Kawka nie smakowała?! A może znowu nie masz w co się ubrać idąc do sklepu po energetyka i bułki? Znowu ktoś wypił z Twojego nieoznaczonego kubka? Jesteś zły?! Znam rozwiązanie Twoich problemów! Kubeczki i koszulki Janusza Kolarstwa (i Grażynki!) – Twoja kawa zawsze będzie wspaniała, a wyprawa po bułki stanie się podróżą życia. Wystarczy, że je tutaj kupisz:  http://januszkolarstwa.cupsell.pl/    

Janusz Kolarstwa

 

No i też dzięki temu wspierasz Janusza, a on się z tego bardzo cieszy. Obopólna korzyść!

Po dojechaniu na Jugowską przyszła pora na zjazd w stronę Sokolca i Rzeczki. To właśnie w Sokolcu zahaczamy o pierwszy masochistyczny podjazd. Kilometr o średnim nachyleniu 12% i z wiatrem w ryj, a do tego bardzo wąska dróżka i zjeżdżające samochody – ogólnie wszystko chciało, żebym tego podjazdu nie wyjechał 😀


Oczywiście się nie dałem i dość żwawo wbiłem się na Przełęcz Sokolą, a właściwie to na Rzeczkę. Ludzie tu na nartach zimą jeżdżą, czy coś. No i to też chyba dobra baza wypadowa na Wielką Sowę.

W tym miejscu zapadły decyzje administracyjne na temat dalszej drogi – wybór padł na Zagórze Śląskie i dwukrotny podjazd pod Przełęcz Palczyk. Z Rzeczki do Zagórza jedziemy tak: BZIUUUUUUUM NA DÓŁ, BRUM BRUM BZIUUUM, WZIUUUM RAMPAMPAMPAMPAM CYK CYK i jesteśmy w Walimiu, a później wrrrrrrrum dalej w dół i w pewnym momencie cyk w prawo i jesteśmy w Zagórzu Śląskim. Mam nadzieję, że rozumiecie hehe.

Ogólnie zjazd z Rzeczki jest super, bo jest taki strooomy w dół, ale wczoraj pizgało tak cholernie mocno, że w pewnym momencie nie mogłem jechać szybciej niż 30 km/h. Też trzeba wziąć pod uwagę, że ważę 38kg z rowerem, ale coś za coś.

Na Przełęcz Palczyk trafisz, jeśli w Zagórzu Śląskim skręcisz na Dziećmorowice. Powodzenia w tłumaczeniu tego obcokrajowcom hehe. To kolejny podjazd ze ślicznym asfaltem i całkiem srogimi nachyleniami momentami sięgającymi 12-13%. Podjechanie tego dwa razy daje całkiem fajny zestaw – oczywiście z dwóch stron. Polecam!

Powrót do Zagórza, gdzie odbyła się odprawa techniczna z trenerem:

I w drogę. Powrót do domu był jasno zaplanowany – jedziemy do Michałkowej i Glinna, następnie Walim i Rzeczka (tam gdzie było wziuum bruum rampampam na dół trzeba teraz podjechać) i przez Przełęcz Jugowską od drugiej strony do domu.

Pierwsza Michałkowa – ze dwa kilometry podjazdu, a końcówka to jakiś nieśmieszny żart. 15-17 procent i trzyma jak pojebion, irytuje mnie ten podjazd. Jednak i tak na niego wiecznie wracam. Później zjazd do Glinna (to taka wioseczka w Górach Sowich, gdzie jest wszędzie pod górkę i są zajebiste asfalty) i właśnie takimi zajebistymi asfaltami przebitka do Walimia – widoki TOP CLASS.

Później już było w sumie nudno. Wiatr trochę pomógł przy Rzeczce (15% końcówka, a jakże), a potem już lajtowy podjazd pod Jugowską z drugiej strony. Zjechałem dwa kilometry w dół, żeby podjechać jeszcze raz, bo mi do 2000m brakowało xDD I trasa zakończona. Wyszła setka i ponad 2 kilosy przewyższeń. Tak trzeba żyć!


Aha i protip. Nie myślcie sobie, że samo mieszkanie w górach predysponuje Was do robienia takich tras i zapierdalania po przełęczach jak łania. To tak nie działa. Żeby jeździć, trzeba jeździć, a żeby dużo jeździć… To trzeba dużo jeździć. Chiperki i Netflix przez całą zimę nie sprawią, że wiosną będziesz jak młody BÓG, a Twoja pierwsza trasa to będzie setunia po górach. Otóż… nie.

Łap Stravę, może Ci się kiedyś zacznie zrobić coś tak durnego:

https://www.strava.com/activities/3535716438

Hehe.

Wpadajcie na Facebooczka Janusza:

Giro d' Góry Sowie ? 100km i 2000m PRZEWYŻSZEŃ!!! ? Wróciłem w góry z przytupem ? Objechana dziś z kolegą spora część…

Opublikowany przez Janusz Kolarstwa Sobota, 30 maja 2020