Kiedyś – wyzwanie i wycieczka na pół dnia, czyli Wielka Sowa rowerem. Jestem w temacie MTB kompetentny jak z matematyki, czyli generalnie to wiem, że nic nie wiem. Dostałem rower, trzeba jeździć. Na pierwsze wycieczki wybrałem się na Wielką Sowę, czyli największy szczyt Gór Sowich. Nie jest to lekki teren. To nie są frytki z ketchupem. To jest prawdziwa jazda!

Do tej pory tylko szosa, czyściutko,czasami jakiś deszczyk i takie tam. Teraz wszedłem w trochę inny świat. Błoto, kamienie, korzenie i inne atrakcje. W sumie spoko, ale to totalnie nowe i dla mnie hardkorowe. Zacząłem bez opierdzielania się, od razu siadła Wielka Sowa i to już dwa razy 😀

Wielka Sowa rowerem

Swoje jazdy MTB rozpoczynam zazwyczaj w Bielawie na Leśnym Dworku, czyli na początku Strefy MTB Sudety. Pierwszym przystankiem miały być tak zwane “Trzy Buki”. Taki typowy leśny podjazd, więc wiecznie +10%, a na końcu z +20% i gitarka, super zabawa.

Po Trzech Bukach – Przełęcz Jugowska. Asfalcikiem to się fajnie podjeżdżało, ale tutaj to trochę inaczej i w sumie też fajnie. Był krótki zjazd i wiekopomna chwila! Wpieprzyłem się pierwszy raz w błoto i ubrudziłem cały rower i siebie! Bolało, ale na szczęście uświadomiłem sobie, że ten rower to kocha. Podziękował mi.

No i teraz proszę ja Was z Przełęczy Jugowskiej na Wielką Sowę zaczyna się PRAWDZIWE MTB. Najpierw szybka wbitka na punkt widokowy:

Później – Przełęcz Kozie Siodło i stamtąd dalej. Zaczęło się na grubo, bo do wyboru dwie ścieżki – albo totalnie kamienista, albo przez wystające korzenie – dwa razy tam byłem, dwa razy w opór mokro..

Moje umiejętności jazdy w terenie pozwoliły na jazdę, ale momentami po prostu się zatrzymywałem i “spadałem” nogami z roweru. Nie jestem PRO w te klocki, ale ujechałem ten fragment! Jednak po pierwszej jeździe w terenie zrezygnowałem z jazdy w SPD, bo to sensu nie ma.

Po korzeniach i kamieniach wjechał fragment mega głębokiej trawy, szedłem tam jak przecinak, ale w jednym miejscu było praktycznie bajorko, wpierdzieliłem się i prawie mi się rower zatrzymał 😀 Na szczęście dalem radę. W tym miejscu chciałbym shejtować Schwalbe Rapid Rob (DZIWNYM TRAFEM ZNOWU SCHWALBE), bo nie trzeba być super PRO, żeby wiedzieć, że te opony to jakiś żart jest. To się w ogóle podłoża nie trzyma, wystarczy jakieś małe błotko i pływają jak powalone. Jeśli miałbym mieć ten rower na dłuższą metę, to na pewno zainwestuję w opony.

Po tym trawiastym podłożu kawałek do góry i MAMY TO, Wielka Sowa. Kiedyś, żeby tam wjechać to pół dnia potrzebowałem, ale na tym pięknym rowerku – chwila moment i cyk. Teraz trzeba tylko zjechać. Kierunek? Przełęcz Walimska.

Byłem tam dwa razy na Levelku i za pierwszym dostał prawdziwy test bojowy 😀 Źle skręciłem, źle pamiętałem i wpierdzieliłem się w jeden chyba z gorszych zjazdów w kierunku Przełęczy Walimskiej – stromizna, że masakra, luźne kamory, głazy, zeskoki xD Świetny pomysł na pierwszy zjazd nowym rowerem. Ile mogłem tyle zjeżdżałem, ale w niektórych momentach się zwyczajnie bałem, więc sobie sprowadzałem. To był chory zjazd.

Z kolei drugi raz skręciłem już dobrze i do Przełęczy Walimskiej dojechałem praktycznie leśną autostradą. Fajnie było! Widoczki, które widzicie w tekście zostały oczywiście zrobione podczas tych dwóch wypadów na Wielką Sowę.

PS. nie, porzucę szosy. Szosunia zawsze w serduszku i zawsze na pierwszym miejscu wśród rowerów!

Krossa Level 7.0 do testów przekazała mi Polska Marka Rowerowa Kross!