Całkiem niedawno moja dziewczyna zakupiła sobie swój pierwszy rower szosowy. Po zakupie okazało się, że rower szosowy to naprawdę bardzo fajny rower! Zaczęliśmy jeździć razem, ostatnio udało nam się pojechać do Zagórza Śląskiego, jakiś czas temu była też Przełęcz Tąpadła i życiowe 58 kilometrów. W przedostatni dzień lata była perfekcyjna pogoda i postanowiliśmy pojechać do miejsca, które podobnie jak poprzednie dwa często odwiedzam – nad Zalew Mietkowski. Jak było? Wspaniale! Zapraszam do lekturki.

Umówiliśmy się w piątek, że w sobotę ruszamy o 13. Zgodnie z wcześniej umówionym planem udało nam się wyjechać punktualnie o 14 xD

Przystanek Sobótka

Pewna historia głosi, że gdziekolwiek nie chcesz pojechać na rowerze z mojego miejsca zamieszkania to musisz przejechać przez Sobótkę 😀 Ruszyliśmy zatem i wiecie co? Było zaskoczenie, bo nie dość, że Grażynka trzymała fajne tempo to jeszcze pierwsze zatrzymanie było dopiero w Sobótce i to w większości zrobione przeze… mnie.

W Sobótce okazało się, że droga, którą znam jest popsuta 🙁 Wzięli i ściągnęli asfalt, taki cały… Wszystko, bez wyjątku. Niestety, ale trzeba było się kawałeczek przejść, ale to nie mogło popsuć humoru, bo i jak? Przecinka przez Sobótkę była naprawdę szybka mogliśmy ruszyć dalej.

I tutaj znowu było zaskoczenie, przez takie dobre 5-6 kilometrów trzymaliśmy na płaskim +35 km/h i Grażynka dawała radę na spokojnie – była nawet jeszcze jakaś rezerwa, a przypominam, że to w sumie dopiero taki trzeci jej poważniejszy wypad na rower. Dojechaliśmy na miejsce i mieliśmy na liczniku 40 kilometrów. Wynik zacny i co mnie znowu zaskoczyło – dojechaliśmy tam szybko, bo w półtora godziny. Było świetnie! Pogoda? Pogoda była cudna. Totalnie cudna.

Mietków

Po dojechaniu usiedliśmy sobie na przyjemnej plaży koło baru i zaczęliśmy odpoczynek, no i oczywiście relaks, bo przypominam – dla mnie, dla mojej dziewczyny, dla nas rower jest PRZYJEMNOŚCIĄ. Nie zażynaniem się, tylko po prostu relaksem i aktywnym spędzeniem czasu. To nie blog o średniej! 😀

Ponad 20 stopni, słoneczko, piasek, woda, Beach Bar… Brzmi jak idealne miejsce na rowerowy wypad 😉 Na miejscu zjedliśmy sobie po batoniku, dojadłem jakieś rodzynki, goji i suszone mango, po czym oddaliśmy się relaksowi. Po pewnym czasie pojawił się pomysł, że (a jakże!) pijemy piwko 😀 Poszliśmy do Beach Baru nad Zalewem Mietkowskim, a później już siedzieliśmy na świetnie wykonanych meblach z palet i cieszyliśmy się życiem. No ej, jak tu się nie cieszyć życiem jak se siedzisz z ukochaną dziewczyną nad wodą, z piwkiem w ręku i przegryzasz kabanoskiem?


No sorry, ale nie da się lepiej! Po około godzince relaksu przyszła pora na powrót.

Misja #powrót

Niestety, ale powrót z Mietkowa jest delikatnie cięższy niż jazda w nad Zalew. Jednak tutaj nie można było się poddać, bo jak? 😀 Ruszyliśmy, ale okazało się, że jest z wiatrem. No idealnie 😀 Po chwili dojechaliśmy ponownie do Sobótki i była przecinka przełajowa (2x Vento 2.0 dały radę!). Nie złapaliśmy kapcia na robotach drogowych, to było miejsce strategiczne 😀


Po dojeździe do Sobótki zaczęło się kilka podjazdów. Na początku był podjazd między Sadami, a Sobótką – poszło spoko, Grażynka pięknie dała radę! Później pojawiła się w zasadzie najgorsza wioska tego powrotu – Sady. Tutaj potrzebowaliśmy się zatrzymać, ale przewidziałem to. Powiem wincyj, przewidziałem wiele więcej postojów niż było. Serio! 😀

Na koniec czekał ostatni zły podjazd. On jest tak zły, że po 70 kilometrach gryzie po kostkach, serio. Do teraz mamy ślady… Podjazd pod gola polfowe w Jędrzejowicach. Nikt nie wie po co jest, dlaczego tam jest i  w ogóle to powinien zostać zrównany z ziemią. Jednak udało się – pokonali to!

Pozostał już tylko około 10 kilometrowy dojazd do domu i cyk. Mamy to! Wspaniały, idealny dzień z ukochaną. Można lepiej? 😉 Może można, ale po co? 😀

Aaaa… Jak ktoś potrzebuje “motywacji” to już nie potrzebuje. Moja Grażynka nigdy nie jeździła na rowerze, a tu cyk. Da się? Da. Tylko trzeba chcieć.

Wpadnij też na Facebooka Janusza!

ZNOWU TO ZROBIŁA! 😉 Kolejna świetna jazda i kolejna życiówka mojej ukochanej 😍Piękna pogoda pogoniła nas dziś do…

Opublikowany przez Janusz Kolarstwa Sobota, 21 września 2019